24.06-24.07 Typografia poezją i prozą – wystawa

Cykl prezentujący dorobek młodych artystów, obronione z wyróżnieniem w lipcu 2014 roku prace Teresy Płotkowiak i Lecha Wikaryjczyka, absolwentów studiów pierwszego stopnia grafiki projektowej. 

Termin: 24.06-24.07.2015

Miejsce: Bohemia Beer Cafe

Bielty: wstęp wolny

Prezentowane wariacje typograficzne inspirowane poezją i prozą powstały pod opieką
dr Adama Kamińskiego. W przypadku Teresy Płotkowiak natchnienie stanowił wiersz pt. „Być niezauważonym” ks. Jana Twardowskiego, Lech Wikaryjczyk interpretował zaś opowiadania ze zbioru „Księga Piasku” Jorge Luisa Borgesa.

 

O autorach: 

Teresa Płotkowiak
Urodziła się w 1987 roku w Gdańsku. Ukończyła studia pierwszego stopnia w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych w Gdańsku (obecnie Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych) na kierunku Grafiki Projektowej. Dyplom licencjacki uzyskała w 2014 roku. Jest stypendystą Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Obecnie studiuje na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Interesuje się grafiką warsztatową oraz sztuką nowych mediów. Tworzy mało- i wielkoformatowe formy graficzne oraz plakaty o tematyce kulturalnej i społecznej. Często inspiruje się muzyką i jej połączeniami ze sztukami wizualnymi.

Lech Wikaryjczyk
Rocznik 1984. Turpista, liberał i gawędziarz, w wieku lat 25 lub 26 wkurzył się na jakiegoś grafika i sam postanowił jednym zostać. Po czterech latach złości stoi przed Państwem.

Teresa o wystawie: 
Prace zostały wykonane do wiersza księdza Jana Twardowskiego pod tytułem „Być niezauważonym”. Utwór mówi o skromności, nie wychodzeniu przed szereg, byciu „zbytecznym”, „niewidzianym”. Zinterpretowałam wiersz w formie książki, której zawartość stanowią impresje typograficzno-ilustracyjne. Postanowiłam w swojej pracy skontrastować skromność z umownie ukazanymi pojęciami, takimi jak zarozumiałość, krzyk i pycha.

Lech o wystawie:

Na „Typografia poezją i prozą” przedstawiam 7 z 13 prac, które stworzyłem chcąc zilustrować opowiadania znajdujących się w zbiorze „Księga Piasku” Jorge Luisa Borgesa. Narzędziem mojej komunikacji była litera – chciałem, aby każda z kompozycji oddawała ducha danej opowieści, zarówno przez samą atmosferę, jak i typograficzną interpretację i przedstawienie tytułu. Zapraszam do oceny efektów, jakkolwiek szczerze polecam podejść do prac z lekkim wprowadzeniem, poniżej streszczenia każdego z omawianych opowiadań.

Tamten podejmuje stary temat sobowtóra, „który w Anglii nosi nazwę fecht lub bardziej literacko wraith of the living. W Niemczech – Doppelgänger.” Polska typografia „tamten” zakłada, że do końca nie wiadomo, który jest którym, choć z pewnością mowa o tej samej osobie, tyle że spotykającą samą siebie w innym (podobnym) miejscu, ale kilkadziesiąt lat później (a może wcześniej?).

Ulrica jest wyjątkowa w twórczości Borgesa, który poza tym jednym opowiadaniem o miłości pisał tylko w swojej poezji. Narracja jest prowadzona z perspektywy starego człowieka, który bardziej spodziewa się przybycia śmierci niż paroksyzmu uczuć. Gdy więc nieoczekiwana miłość się przydarza, to jest przeżyciem tak wyjątkowym i niespodziewanym, że staje się z miejsca wspomnieniem magicznym, onirycznym, na które narrator w swoim odczuciu nie zasłużył. Stąd też powtarzające się, przykryte mgłą niepamięci motywy liternicze, które różnicując się (tak jak wspomnienia) z trudem układają się w jedno imię.

There are more Things to hołd dla Lovecrafta, a skoro tak, to przesadzony, kulfoniasty font umiejscowiłem na górskim zboczu, które całe rozedrgane niechybnie zaraz rozerwie się od środka ujawniając przerażającą tajemnicę. Co z niego wyjdzie? To najjaśniejsza z prac i jedyna, w której kicz był przeze mnie zamierzony…

Fortel to za to najmroczniejsza z prac, bo zamiast dziecięcego uosobienia potwora (jak wyżej) dotyka naprawdę strasznych i bliskich nam tematów: kwestii moralności i próżności.

Kongres to opowiadanie, które Borges najbardziej sobie ukochał stwierdzając, że tylko w tym jednym momencie (pisania) dotknął go prawdziwy boski palec. Wierzę na słowo, bo sam tylko przeczuwam coś wielkiego podczas lektury. Ponieważ (uwaga spoiler!) cała historia kończy się niszczeniem książek, to nadpalony, szlachetny krój staje się pierwszoplanowym bohaterem omawianej kompozycji.

Avelino Arredondo opowiada o morderstwie politycznym, popełnionym z ideałów. Chciałem pokazać to w możliwie prosty sposób korzystając z typografii. I mógłbym napisać o tej pracy dużo, ale mam wrażenie że nie trzeba.

Krążek ma niecałe trzy strony. Nie znam innego opowiadania, które w tak prosty sposób, tak dużo mówi o ciemnej stronie ludzkiej natury. W żadnym z krótkich zdań nie ma niepotrzebnego słowa, litery są wyciosane z pragmatyzmem drwala (który jest zresztą głównym bohaterem). Historia traktuje o braku moralności, chęci bogactwa i zdobycia władzy – w tym przypadku zupełnie symbolicznej. Kończy je morderstwo wychodzące z zawiści i najniższych uczuć, a potem cała wieczność męczarni, bo zło ma tylko jedną stronę – tak jak i tytułowy krążek (koło Euklidesa).