Nie chwytaj brzytwy, gdy na dno rzuci cię życia traf, siadaj w fotelu i czytaj, kolejny „Autograf”

Z wakacyjnym opóźnieniem recenzja numeru majowo-czerwcowego gdańskiego dwumiesięcznika.

Nie chwytaj brzytwy, gdy na dno rzuci cię życia traf,

siadaj w fotelu i czytaj, kolejny „Autograf”.

Zbigniew Radosław Szymański

 

W międzywojniu znana była ta anegdota. Oto do przedziału pociągu dalekobieżnego wchodzi konduktor i widzi, że wszyscy w nim płaczą i przekrzykują się. Na pytanie: co się stało? – starszy pan z siwą brodą i pejsami odpowiada, że same nieszczęścia. I tu następuje spis owych hiobowych nieszczęść, które przypominający przedwojenną anegdotę w eseju Zła bajka Jan Kurowicki skrupulatnie wylicza. Opowieść poprzez spotęgowanie grozy do niebotycznych rozmiarów zamiast budzić litość wśród słuchaczy, wzbudza śmiech, bowiem jak pisze Kurowicki: Anegdota ta jest dobrym przykładem złej bajki. Ba, tylko co jest w niej złego? A może to nie bajka, ale my, czytelnicy, nie jesteśmy najlepsi? Wśród narodów sytych cudze nieszczęścia – na przykład, gdy mały człowieczek w meloniku i wytartym fraku poślizgnie się na skórce od banana – wzbudzają śmiech, natomiast, gdy tych skórek jest zbyt dużo i padają całe narody, syci organizują akcje  charytatywne, które może i niektórym nieszczęśnikom pomagają, ale w rzeczywistości służą do uspokojenia sumień możnych.

My jak na razie nie jesteśmy ani syci, ani (wiem, co mówię, bo żyję tu już prawie 100 lat) cywilizowani. Na cudze nieszczęścia reagujemy więc tak, jak w przytoczonym przez Kurowickiego aforyzmie Jerzego St. Leca: Upadłem, na dno. Wtem spod spodu usłyszałem pukanie. Naszą radością jest to, że zawsze może być gorzej. Czy rzeczywiście nie ma takiego dna ostatecznego? Dna den, spod którego już nikt nie zapuka? Jakoś  od lat niemal ośmiu pukania dającego nadzieję, że jest gdzieś gorzej, nie słyszę. Być może osiedliśmy już na dnie den i wszystko, co mogą twórcy, to raczenie nas historyjkami o talizmanach i fetyszach, wyimaginowanych gadżetach współczesnego świata, bo jak wiadomo, tonący i brzytwy się chwyta. A że to zazwyczaj brzytwa tępa, więc szkody nikomu nie zrobi. Ale też i nie pomoże.

Znalazła się na szczęście grupa desperatów, która zamiast brzytwy stara się nam podsunąć koło ratunkowe pozwalające, zamiast cieszyć się, że innym gorzej, wierzyć, iż może być lepiej i że warto w tej wciąż pisanej Księdze życia odcisnąć swój autograf.

W najnowszym numerze dwumiesięcznika swój autograf odcisnął sporym zestawem , drukowanych pośmiertnie (1950-2015) wierszy  Mieczysław J. Warszawski, poeta, który tak o swoim  twórczym trudzie pisze: Wybielam biel, ale/i rumienię się na samą myśl,/że właśnie tą czerwienią/darzę i /ciebie,/Różo,/kwiecie ty mój kolący.

Wybielaniem bieli, zeskrobywanie tandetnej polichromii kolorów, owej pozłoty, którą chcą nas mamić ci, którym: radość sprawia, że wciąż spod spodu słychać pukanie jest zadaniem prawdziwego artysty i Mieczysław J.Warszawski w swych zaprezentowanych w Autografie wierszach podsumowujących jego twórcze życie – w wierszach pełnych tez i antytez – to zadanie mozolnie wypełnia. Co jest, niech będzie./Ani dłużej, ni krócej – pisze poeta i tylko żałować nam wypada, że w jego wypadku już ani dłużej.

Ani dłużej za to zdecydowanie za „krócej” dane było tworzyć i penetrować: rzeczywistość zamkniętych enklaw na uboczu marginesu wielkiego świata – Róży Ostrowskiej (1926-1975). To ubocze, tak osobne a jednocześnie tak bliskie sercu wielu z nas, to Ziemia Wileńska i jej powtórzenie w kaszubskich krajobrazach powieściowej wsi Rybaki, za którą kryje się malownicza wieś Wdzydze, w której Ostrowska znalazła swój azyl. Dobrze, że prof Ewa Graczyk przypomniała nam autorkę niegdyś kultowej powieści „Wyspa”, którą to pisarkę komunistyczne władze starały się zamknąć w getcie zapomnienia, a wolne już opiniotwórcze salony literackie pomijają, widząc w niej zagrożenie dla swych merkantylnych interesików. Cieszy. że c.d. w następnym, numerze, bo to daje nadzieję, że i pozostałe książki Róży Ostrowskiej, Mój czas osobny, czy zbiór opowiadań Siódme piętro, a może i eseistyka teatralna, zostaną przypomniane i omówione przez wnikliwą literaturoznawczynię.

Tym, co wyróżnia Autograf spośród innych pism poświęconych kulturze jest szata graficzna. Tym razem swój wernisaż na łamach dwumiesięcznika ma Zdzisław  Brodowicz, malarz uprawiający głównie malarstwo sztalugowe, ale nie stroniący od malarstwa ściennego i mozaiki. Brodowicz to twórca o sporym doświadczeniu (ur. 1925), o którym tak w Autografie pisze znakomity komentator dzieł plastycznych, prof Kazimierz NowosielskiNajważniejsze sensy oraz poetykę jego dzieł wyznaczały nade wszystko poszukiwania i efekty czysto plastyczne: troska o estetyczną klarowność i ekspresję malarskiej formy, o jej wewnętrzną dynamikę, o subtelną innowacyjność kolorystycznej organizacji obrazu. Nowosielski dostrzega w tych pracach jakąś dozę intrygującej metafizyki: jakiś imperatyw przekraczania tego, co incydentalne, doraźne, doczesne… Ku czemu realizuje się owo przekraczanie? Na co otwiera? – pyta.

A może na owo światło, o którym mówił Platon, że jest cieniem Boga?”

Cóż, w czasach, gdy przyszło nam bać się własnego cienia, cienia sejmokraty czy też innego windykatora jedynie słusznych racji, obcowanie z cieniem Boga, na które uwrażliwia nas Zdzisław Brodowicz jest wielkim darem.

Postać założyciela Autografu przypomniana została w omówieniach  książki Andrzej K. Waśkiewicz –miejsca odwiedzane dokonanych piórem Andrzeja C. Leszczyńskiego i Magdaleny Kubarek. Jak pisze M. Kubarek; „Andrzej K. Waśkiewicz – miejsca odwiedzane” to książka poświęcona człowiekowi, który swoim życiem i dziełem zapisał się w pamięci przyjaciół, pisarzy, czytelników i wielbicieli literatury, nie tylko w polskim środowisku literackim i naukowym, ale także poza granicami naszego kraju. Okazuje się, że ten niestrudzony notariusz wszystkiego, co w polskiej poezji coś warte, otwarty był także na literaturę innych narodów i kultur, często bardzo odległych od naszego śródziemnomorskiego zadupia. Bowiem, jak pisał w książce Mirbad 7, warto: Zobaczyć inne ruiny,/by naprawdę ujrzeć te własne. My wszyscy, budowniczowie ruin, jak i ci, co wierzą, że stawiają Pałac Kultury, z pewnością chętnie do recenzowanej książki zajrzymy, by lepiej poznać i zrozumieć swój trud.

Promocja Autografu miała miejsce 19 czerwca. Do gdyńskiego sklepu sieci MPiK trafił dwumiesięcznik dziesięć dni później. Do mnie uchodźcy w kaszubską głuszę jeszcze później. Wierzę więc, że większość z Państwa już najnowszy numer dwumiesięcznika zna, tym bardziej, że i znakomita szata graficzna i niska cena wyróżniają pismo spośród innych tego typu publikacji. Nie sposób opisać wszystkich smaczków, jakie nam przynosi dwumiesięcznik, lepiej ten czas poświęcić na jego lekturę. Dodam więc tylko, że jak zwykle jest spora dawka dobrej wartościowej poezji. Są wiersze Marcerliusa Martinatisa, poety  litewskiego zmarłego w 2013 roku, w tłumaczeniu Alicji Rybałko, są wiersze Czesława Sobkowiakai Krzysztofa Lesińskiego. Jest też świetna, dokonana przez  Mariana Kisiela, wnikliwa analiza wiersza Adama Czerniewskiego Pamiątka.

Bardzo na czasie i jakże potrzebny w codziennym medialnym bełkocie tekst Franciszka Apanowicza:Przestrzeń Rosji a idea imperialna, przynosi nam wiedzę, którą media wolą starannie ukrywać, by nie burzyć czarno–białego schematu postrzegania naszego wielkiego sąsiada.

Tomasz Lipi Lipski pisze o antologii wierszy autorstwa osadzonych w areszcie Powiew wolności, który to powiew został już zauważony przez Gazetę ŚwiętojańskąAriana Nagórska omawia tomikZygmunta Wojdyły W kwadracie dni, przekonując, że – przynajmniej zdaniem poety: Życie kwestia czasu. Wolałbym co prawda odwrócenie tej tezy, że; Czas kwestia życia, ale do czytania wierszy Wojdyły zachęcam, wierszy, które  nie należą do takich, jak pisze Nagórska: które czytałoby się bez żadnego wysiłku, ale – i tu w pełni zgadzam się z recenzentką – czyż nie w lekturze właśnie takiej poezji znajdujemy satysfakcję odnajdywania nowych  przestrzeni myślowej eksploracji?

Jeżeli znakomita znawczyni teatru Ewa Nawrocka twierdzi, że Między nami dobrze jest! – i że; Życie teatralne na Wybrzeżu bardzo się  ostatnio ożywiło, to nie sposób jej nie wierzyć. Nawet, gdy z teatru wychodzimy nie w pełni usatysfakcjonowani, jak w wypadku niektórych sztuk teatrów wybrzeżowych. O  problemach, osiągnięciach i marzeniach jednego z nich, Teatru Wybrzeże, dowiemy się z rozmowy AnnySobeckiej z dyrektorem teatru Adamem Orzechowskim.

W czasach jedynie słusznej racji dobrze, że mamy Autograf głoszący piórem poety Czesława Sobkowiaka, że:  Ktoś kto nie ma racji ma rację/cierpliwie i naiwnie ją powtarza/że inni się zgubią/ a on nie. Cierpliwym i naiwnym powtarzaniem można wydobyć się z dna den, nie zważając, czy ktoś spod spodu zapuka, czy nie. A gdy już zapuka, wyciągnąć do niego rękę niekoniecznie uzbrojoną w brzytwę. Nieszczęścia innych nie muszą nas rozpromieniać, a Złe bajki przypominane przez Jana Kurowickiego nie muszą satysfakcjonować, lecz kierować nasze zachowania tak: Żeby wyłamać się spod politycznej sztancy, wystąpić poza chórem zapiewajłów z warszawki, które to zachowania w swoim Ogrodzie sztuk ,tępi jak chwast Eugeniusz Kurzawa.  Czytanie  tak odchwaszczonego Autografu gorąco polecam.

Autograf nr 3(127), maj-czerwiec 2015, Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki.

Za: Gazetą Świętojańską

11215835_881000885270701_3167914707253203434_n