Najciekawsze dyplomy: Filip Ignatowicz i Marta Mielcarek

Już po raz szósty w Gdańsku nagrodzono najlepsze dyplomy absolwentów polskich uczelni plastycznych. Wystawę wszystkich prac zobaczyć trzeba koniecznie z dwóch powodów: samych prac i Wielkiej Zbrojowni, która jest otwarta na czas wystawy. Nie zapomnijcie, jak większość odwiedzających, wejść na piętro, bo tam m.in. najwyżej nagrodzona praca Marty Mielcarek. Wstęp wolny, wystawa czynna codziennie do 10 sierpnia w godzinach 10-18.00.

6. Najlepsze Dyplomy Akademii Sztuk Pięknych 2014 – lista laureatów konkursu

W tej edycji jury konkursowe wybierało spośród 39 dyplomów. Jest to największą liczba zgłoszeń, w historii konkursu, która rokrocznie systematycznie rośnie. Przyznano pięć nagród oraz jedno wyróżnienie.

Nagrodę Rektorów (20 000 zł) otrzymała Marta Mielcarek z ASP w Warszawie za pracę „Inwersja” (promotor: dr hab. Prot Jarnuszkiewicz, prof. ASP).

Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (15 000 zł) otrzymał Filip Ignatowicz z ASP w Gdańsku za pracę „Produkcja, komercjalizacja i hype czyli o konsumowaniu sztuki” (promotorzy: prof. Henryk Cześnik, prof. Witosław Czerwonka, dr hab. Robert Florczak, prof. ASP).

Nagrodą Marszałka Województwa Pomorskiego (8 000 zł) wyróżniona została Beata Szczepaniak z Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu za pracę „Porządek” (promotor: dr Rafał Kotwis).

Nagrodę Prezydenta Miasta Gdańska (8 000 zł) otrzymał Mateusz Ząbek z ASP w Katowicach za pracę graficzną „Systemy dualne” (promotor: dr Dariusz Gajewski).

Nagroda Stowarzyszenia Autorów ZAiKS (10 000 zł) otrzymał Matěj Frank z ASP we Wrocławiu za pracę „W przestrzeni” (promotor: prof. Christos Mandzios)

Jury przyznało także jedno Wyróżnienie Honorowe:  Małgorzacie Kalinowskiej z ASP w Gdańsku za pracę „Przekleństwa cielesności” (promotor: dr hab. Anna Królikiewicz).

Pod koniec wystawy poznamy także laureata przyznanej w tym roku po raz pierwszy Nagrodzie Publiczności.

Za stroną: www.asp.gda.pl

***

Prace dwojga nagrodzonych nawyższymi nagrodami zdecydowanie wyróżniają się na tle pozostałych.

Filip Ignatowicz (ur.1990) potwierdził, że jest jednym z największych talentów ostatnich lat. Jak sam o sobie mówi, jest wszechstronny: „W swoich działaniach nie ograniczam się jedynie do malarstwa i rysunku. Zajmuję się szeroko pojętą sztuką wizualną – od działań performatywnych, akcji w przestrzeni miejskiej oraz instalacji, przez fotografię do realizacji wideo, etiud filmowych i animacji. Fascynuje mnie produkt i wszelkie relacje z nim związane. Jestem laureatem wielu nagród w ogólnopolskich konkursach artystycznych oraz świadomym uczestnikiem życia kulturalnego (pogr.PW). Jak na świadomego uczestnika życia kulturalnego jest nieskromny i dba bardzo o wizerunek (zobacz portfolio), jednak niezwykła aktywność powoduje, że nie jest w stanie ogarnąć wszystkich form prezentacji (strona internetowa umarła w 2013 roku). Pozostanie na gdańskiej ASP, na której się doktoryzuje, a ponadto jest słuchaczem Gdyńskiej Szkoły Filmowej.

Filip Ignatowicz „Produkcja, komercjalizacja i Hyde, czyli o konsumowaniu sztuki”:

Nagrodzona praca powstawała kilka lat, zawiera idee i elementy znane z wcześniejszych ekspozycji (np. Gift Shop). Choć tezy Ignatowicza o społeczeństwie konsumpcyjnym i figura hipermarketu służąca do opisu rzeczywistości nie wydają się szczególnie nowatorskie, to imponuje rozmach i różnorodność formalna młodego twórcy. Nowe ready mades, czyli gadżety, malarstwo, kolaże, wideo instalacje, kostiumy, reklamowe standy, na którym m.in. sam autor – czegóż to w sklepie Ignatowicza nie ma. Poza tym wypowiedzi  zaangażowane społecznie na temat polskości i etosu solidarnościowego – gruz ze Stoczni Gdańskiej i polska ziemia, happenerski dowcip, który dezorientował w większości przypadkowych odbiorców. Niektórzy poszukiwali kasy lub ekspedientek, które pomogłyby w zakupie produktów.

Foto: Konstanty Kajtoch. Więcej zdjęć w galerii.

Galeria Fignacy&Co to bajadera pomysłów, second hand wyobraźni, pulp sztuka i przegląd fascynacji artystycznych autora. Poruszając się z fantazją na pograniczu kiczu a momentami w pełni świadomie przekraczając jego granice, Filip Ignatowicz tańczy z mitami pop kultury i artefaktami narodowymi. Prowokuje, ale nie obraża – tutaj nie będzie nowej Golgoty i protestów. Jego podejście do sztuki i autokreacji przypomina mi nieco Thierry’ego Guettę aka Mister Brainwasha, autora słynnego dokumentu o sobie samym i Banksym (albo odwrotnie –  zobacz). Ignatowicz pokazał, że ma rozmach i odwagę oraz świetnie zna historię sztuki. Czekam z niecierpliwością na jego oryginalne propozycje, mam nadzieję, że jesteśmy świadkami narodzin wielkiego artysty, którego prace przetrwają sezonowe wyprzedaże i trendy.

Warto zobaczyć:

Wypowiedź dla TVP Gdańsk

Filip Ignatowicz o swojej pracy na stronie www.asp.gda.pl

foto za: http://www.asp.gda.pl/strona/296/marta_mielcarek_z_asp_w_warszawie

Na tle wybuchu Ignatowicza praca Marty Mielcarek może wydawać się niepozorna. Na piętrze, gdzie mało kto zagląda, dwie ściany na których odbywa się czterominutowa projekcja przypominająca wczesne eksperymenty Zbigniewa Rybczyńskiego. Oto, co mówi o swej pracy autorka:

„Moja praca dyplomowa pod tytułem „Inwersja” traktuje o zależnościach pomiędzy jednostką, a zbiorowością. Inspirację do pracy stanowił chór grecki ze względu na wspólnotowość, szyk, unifikację jednostki, uroczystość oraz uniwersalność przekazu. Chór stanowił centralny element greckiego przedstawienia. Natomiast we współczesnej nauce o teatrze jest niemal wykluczony z rozważań na temat dramatu. W mojej realizacji chór staje się widoczny i bardziej osobowy, ponieważ jest głównym bohaterem. Decyduję się więc na przestawienie przyjętych porządków czyli tytułową „inwersję”.

Genezą pracy dyplomowej jest moje wewnętrzne rozdarcie między chęcią przynależności do masy, czy też określonej społeczności (w której wraz z unifikacją odczuwamy pewien rodzaj bezpieczeństwa), a byciem jednostką manifestującą swoją odrębność. W związku z powyższym bardzo istotne są dla mnie funkcje chóru takie jak: rola komentatora/narratora rzeczywistości, artykulacja doświadczeń w kategorii „my”, negocjacja znaczeń, a także uniwersalizacja opowieści. Bardzo ważna w kontekście mojej pracy jest metoda „movement choir” Rudolfa Labana, polegająca na prostym ruchu unisono, czyli jednakowym dla wszystkich tancerzy. Chóry unisono w Europie zostały zapomniane głównie za przyczyną nazizmu, ponieważ ruch ten został wykorzystany w kampanii wizerunkowej Hitlera.

Na pracę dyplomową składają się dwie projekcje wideo, trwające nieco ponad 4 minuty, prezentowane jednocześnie na przeciwległych ścianach, w skali 1:1. Na etapie post – produkcji posłużyłam się metodą multiplikacji mojej bohaterki, dzięki czemu uzyskałam paradoksalny efekt zbiorowości zbudowanej z jednostki. Zabieg ten umożliwił mi również absolutną synchronizację ruchu, który stanowi istotę pracy dyplomowej.” (za i więcej na stronie www.asp.gda.pl)

Marta Mielcarek, Inwersja (fragment):

To jedna z najciekawszych propozycji wideoartu, jakie widziałem w ostatnich latach. Precyzyjna, przemyślana w szczegółach, wysyłająca wyobraźnię w kilka podróży. Jednostka a masa, siła zbiorowości, która kieruje się emocjami racjonalnie niewytłumaczalnymi. Tak jak dziś, kiedy „Boże coś Polskę”  towarzyszy czytaniu „Golgoty Picnic”, tak jak dziś, kiedy Mordor się odradza i siły mroku rosną w siłę. Potęga chóru ciągle żyje, jest nawet tematem książek i thrillerów („Miserere”). Zbiorowe śpiewanie odżywa wraz z powrotem do sztuki naturalnej, ludnośc dużych miast coraz tłumniej nawiedza festiwale folkowe i zbiorowe potańcówki.  Kilkukrotne obejrzenie „Inwersji” wprowadza w trans, rytm i powtarzalność wdzierają się i zaczynają organizować naszą percepcję, przygotowując warunki techniczne do zaistnienia szaleństwa. Zdecydowanie polecam poddanie się transowi, szaleństwo opcjonalnie.

Warto zajrzeć:exspace.pl

6. Najlepsze Dyplomy Akademii Sztuk Pięknych 2014, Wielka Zbrojownia, 19 lipca – 10 sierpnia 2014.

cats